Icyk Manger

Urodził się 30 maja 1901 r. jako Isidor Helfer w Czerniowcach. Jego ojciec był skromnym krawcem, a jednocześnie wielkim miłośnikiem literatury i języka jidysz. Swoją pasję przekazał synowi. Jako dziecko Icyk uczył się w chederze, a następnie w cesarsko-królewskim gimnazjum miejskim. Był bardzo zdolny, jednak z powodu zachowania pozostawiającego wiele do życzenia, musiał opuścić szkołę.

Po wybuchu I wojny światowej Manger wraz z rodziną przeniósł się do Jass. Zetknął się tam z twórczością legendarnego żydowskiego trubadura Welwela Zbarażera i sam zaczął pisać utwory w języku jidysz. Jego pierwszy wiersz został wydrukowany w 1918 r. w czasopiśmie „Kultur”. Po zakończeniu I wojny światowej Manger zamieszkał w Bukareszcie. Należał tam do grupy młodych rumuńskich twórców literatury jidysz. W 1928 r. opublikował w Bukareszcie swój pierwszy tom wierszy i ballad Sztern ojfn dach (jid. Gwiazdy na dachu), który spotkał się z aprobatą czytelników i krytyków literackich. Rok później przyjechał do Warszawy.

27-letni Icyk, z burzą włosów i pełnym pasji spojrzeniem podbił artystyczne środowisko Warszawy, skupione przy Klubie Związku Literatów i Dziennikarzy. Manger stał się stałym gościem w słynnej „Budzie” przy Tłomackie 13. Jawił się tam jako wielki dar dla żydowskiej poezji, a jednocześnie postać o silnym charakterze, nie uznająca żadnej dyscypliny.

Czas, który Manger spędził w stolicy Polski okazał się być najbardziej twórczym okresem w jego życiu. Jego wiersze i eseje ukazywały się w prasie żydowskiej, m.in. w „Literarisze Bleter”. W Warszawie publikował kolejne zbiory wierszy – Lamtern in wint (jid. Latarnie na wietrze, 1933), Welwl Zbarzer szrajbt briw cu Malkele der szejner (jid. Welwel Zbarażer pisze list do pięknej Malki, 1937) oraz Demerung in szpigl (jid. Zmierzch w lustrze, 1937). Wydał także powieść fantastyczną Di wunderleche lebns-baszrajbung fun Szmuel Abe Abwero (Dos buch fun gan-ejdn) (jid. Księga raju, czyli Przedziwne żywota opisanie Szmula Aby Aberwo, 1939). Manger stworzył wtedy też swój najbardziej znany cykl wierszy Chumesz lider (jid. Wiersze biblijne) oraz nawiązujące do tradycji Purim Megile Lider (jid. Wiersze ze zwoju Estery). Dokonał również autorskich adaptacji sztuk Goldfadena Di Kiszefmacherin  (jid. Czarodziejka) i Draj Hocmachs (jid. Trzech Hocmachów). Jego utwory były wykonywane w kabaretach i filmach (m.in. Jidl mitn fidl (jid. Judel gra na skrzypcach)) w reżyserii Konrada Toma z 1936 roku.  

W 1938 r. kiedy dało się zauważyć narastające nastroje antysemickie, przeczuwając zbliżającą się katastrofę, Manger opuścił Warszawę i wyjechał do Paryża. Po wybuchu II wojny światowej udało mu się przedostać przez Marsylię, Tunis i Liverpool do Londynu, gdzie trafił pod opiekę Margaret Waterhouse. W Londynie spędził kolejne 11 lat życia. Jego wojenne i powojenne utwory są pełne smutku i tęsknoty za światem, który został brutalnie zniszczony, za wymordowanymi ludźmi, za językiem, który zginął wraz z nimi – Wolkns ibern dach (jid. Chmury ponad dachem, 1942); Lid un balade (jid. Pieśń i ballada, 1952).

Szczególnie bolesna musiała być dla niego powojenna wizyta w Warszawie – mieście, w którym spędził znaczną część swojej młodości. Przyjechał do stolicy w kwietniu 1948 r., aby wziąć udział w 5. rocznicy wybuchu powstania w getcie warszawskim i odsłonięciu pomnika Bohaterów Getta. Zamiast miasta, które pamiętał sprzed 10 lat, zobaczył zgliszcza. Napisał wtedy:

Pod ruinami Polski

głowa z włosami jasnymi

i głowa i te ruiny

rzeczami są prawdziwymi

 

Oj dolo, moja dolo…

 

Ponad ruinami Polski

śnieg pada i pada,

a jasnowłosa głowa mojej dziewczyny

wielki ból mi sprawia.

[Unter di churwes fun Pojln]

W 1951 r. Manger opuścił Wielką Brytanię i wyjechał do Nowego Jorku, aby następnie zdecydować się na przeprowadzkę do Izraela. Jak pisał:

Latami tułałem się po obczyźnie,

Teraz jadę tułać się w rodzinnym domu.

Zmarł w Gederze w 1969 roku. Dziś, 21 lutego, przypada 53 rocznica jego śmierci.

Icyk Manger pozostawił po sobie wiele wzruszających wierszy pełnych melancholii, ale też lekkiego humoru. Czuć w nich atmosferę czasów, które zostały w nich zaklęte. Nasuwa się zatem pytanie, które zawarł w swoim wspomnieniu o Icyku Mangerze Antoni Słonimski:

Do kogo i w jakim języku przemawia dziś Manger? Lękam się, że jego głos płynie w pustkę. Rzewny głos liryczny cichnie dziś zagłuszony sztuką współczesną, brutalną i nieludzką. Stara panna angielska rozpoznała w nim proroka. Nie był prorokiem, ale żałobnikiem, opłakującym wysokim synagogalnym śpiewem przeszłość i wszystkie dalekie utracone ojczyzny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *